Gdy wiara i miłość do bliźniego dają siłę do działania

01.04.2021

 Tadeusz doświadczył hospicjum na kilku płaszczyznach. Ponad 5 lat temu, tuż przed Wielkanocą pożegnał tu ukochaną żonę, Krystynę. Dziś jest wolontariuszem w Fundacji Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa i pomaga. Inicjuje też wiele aktywności na rzecz podopiecznych Fundacji Hospicjum Onkologiczne. Z hospicjum łączy go więź emocjonalna, ale także obietnica złożona żonie właśnie w tym miejscu.

Tadzio wiarę w Boga i potrzebę pomagania zawsze nosił głęboko w sercu. Teraz w czasie pandemii, gdy wolontariat w hospicjum nie jest możliwy, nieustannie pomaga w swojej parafii. Za życia żony Tadeusz wspomagał hospicjum darami rzeczowymi. Obserwował, przyglądał się pracy pielęgniarek, podpatrywał, gdzie może się przydać. Kiedy musiał powierzyć FHO opiekę i troskę nad żoną, ta w jednej z rozmów poprosiła go: „Kiedy stąd wyjdę, będziemy pomagać hospicjum. Tak trzeba. Trzeba pomagać. Jeśli jednak stąd nie wyjdę, to przyrzeknij mi, że Ty będziesz pomagał.” Tak też uczynił. Ideę pomagania zaszczepili także swoim w synu, który w trudnym okresie – żałoby wyruszył pieszo przez Polskę, aby zbierać środki na potrzeby pacjentów hospicjum.

 

Trudne chwile

Na chwilę po śmierci ukochanej żony dopytywał, czy jego pomoc wolontariacka przyda się w hospicjum. Otrzymał od zespołu medycznego informację, że na to jest jeszcze dla niego za wcześnie. Po śmierci Krystyny na chwilę ograniczył swoją pomoc. Obawiał się jednak, że jeśli nie zaangażuje się „tu i teraz”, to nie udźwignie tego trudu i nie powróci już do FHO. Doświadczenie śmierci żony było zbyt dotkliwe, a hospicjum budziło zbyt wiele skrajnych emocji. Zrozumiał wtedy, że sam potrzebował wsparcia i uzyskał je od zespołu psychologów.

 

Wiara czyni cuda

Kilka lat wcześniej, jeszcze przed śmiercią żony doświadczył niewyobrażalnego. Gdy był sam w swojej piwnicy, poraził go prąd. Przed długi czas leżał nieprzytomny, a jego serce na chwilę zgubiło rytm. Tadeusz mówi, że doświadczył wtedy cudu: “Widziałem się z Jezusem, który powiedział do mnie: “Masz kochającą żonę, syna – masz dla kogo żyć!” i się ocknąłem. Do dziś zastanawia się, dlaczego Bóg uratował jego, a zabrał żonę. Przez długi czas nie mógł się z tym pogodzić. Dopiero po jakimś zrozumiał, że tak widocznie musiało być. Bóg potrzebował jego Krysi, a Tadzio miał pomagać tu na ziemi.

 

Dobre miejsce

Oprócz więzi emocjonalnej i złożonej ukochanej obietnicy, Tadeusza przy hospicjum trzyma zespół FHO. „W hospicjum są wspaniali ludzie, którzy dają mnóstwo energii. Wszyscy mają w sobie tyle empatii i chęci do pomocy, więc jak tu nie być z wami. To jest piękne!” – mówi. Choć kłóci się to ze stereotypowym postrzeganiem hospicjum, można tu znaleźć radosny sposób na wyciszenie w ostatnich chwilach życia. O ile pacjent wyraża taką gotowość, trzeba zarażać tym co dobre i czynić dzień znośniejszym i lepszym.

 

Idea pomagania

Pomoc drugiemu człowiekowi Tadzio nosi w sobie od urodzenia. Nigdy nie czekał na dodatkowe bodźce z otoczenia, na sygnał, znak, że trzeba działać. Okoliczności znajdowały go same. Nawet kiedy sam potrzebował wsparcia, dawał je innym, na tyle na ile mógł. Nie potrafił przejść obojętnie, widząc krzywdę ludzką czy ignorancję ludzi odwracających wzrok. Czasem były to sytuacje, których doświadcza każdy niemalże z nas, np. mijając kogoś osuwającego się na ławce w parku czy na przystanku autobusowym. Zawsze miał odwagę, by podejść i upewnić się, czy potrzebne jest wsparcie medyczne.

 

Trzeba zobaczyć drugiego człowieka

Jakiś czas temu Tadeusz spotkał człowieka leżącego na ulicy, którego wszyscy omijali, prawdopodobnie zakładając, że jest pijany. Gdy podszedł bliżej, okazało się, że mężczyzna miał zawał. Akurat przejeżdżał patrol policji, Tadeusz poprosił go o wezwanie karetki. Mężczyznę uratowano. “Miałem kilka trudnych doświadczeń. Kiedyś siedziałem na peronie na ławce, czekałem na pociąg, nagle zaczęło się dziać ze mną coś dziwnego. Poczułem, że to zawał. Osunąłem się na ławce, ludzie patrzyli, ale nikt nie zareagował. Jak ten stan minął i trochę mi się poprawiało, zwlokłem się z tej ławki i wsiadłem do pociągu. Dopiero w pociągu otrzymałem pomoc”.

Tadek stara się pomagać również tym, których inni spisali na straty ze względu na ich nałogi. Oni sami kiedyś doświadczyli trudu życia, znaleźli się na krawędzi. „Może ludzie obawiają się oceny, jak inni będą wtedy na nich patrzeć, oceniać i mówić: ten to pomaga pijakom”. Nie widzi się człowieka w problemie, ale problem w człowieku, a przecież nasze życie kształtują okoliczności w jakich przyszło nam funkcjonować. Nałóg to sygnał nawoływania o pomoc, na który człowiek powinien reagować.

 

Jak angażować innych w pomoc?

Tadzio żyje w gronie ludzi otwartych na potrzeby bliźniego, którzy włączają się w pomoc w różnych obszarach. Tworzą swoją małą bohaterską społeczność. Na hasło proboszcza cała drużyna rusza i działa. Wsparcia tego Tadzio udziela od momentu budowy kościoła. Pomagał wolontaryjnie np. w rozładowywaniu materiałów budowlanych i drobnych naprawach, pomaga do dziś również w dobie pandemii. Organizuje także wydarzenia, np. tzw. Michałki czy pikniki dla parafian.

 

Czy okres Wielkiej Nocy jest dobry na przewartościowanie swojego życia?

“Każdy czas jest dobry na. Teraz przy okazji Świąt Wielkanocnych zbieramy produkty na paczki dla biednych rodzin. Zdarza się, że nie zawsze taki dar budzi dobre emocje. Czasem ludzie reagują nieprzyjemnie. Nie oczekujemy wdzięczności, reagujemy tam, gdzie należy pomóc. Pomagam, bo każdy może się znaleźć w trudnej sytuacji. Moja emerytura nie jest wysoka, ale dla mnie wystarczająca, bo czuje się bezpiecznie. Dlatego pomagam, bo inni mają mniej. Mi więcej nie potrzeba.” – wyjaśnia.

Tadeusz jest także wolontariuszem w Towarzystwie Opieki nad Oświęcimiem (TONO). W Oświęcimiu stracił wielu członków rodziny. Prawie 3 lata przebywała tam jego mama. Tadeusz raz w roku jeździ na około 10 dni do Oświęcimia i pomaga np. w archiwum dokumentów, w pracach konserwacyjnych czy sprzątaniu terenu.

 

Czy pomaganie innym może być nałogiem?

Czasem Tadek upomina sam siebie: “W domu nie posprzątałeś. Pora wracać.” Zawsze był pracoholikiem, człowiekiem sumiennym i skupionym na celu. „Wypracowany warsztat to chleb – tego byłem nauczony. To co wypracuje – musi być trwałe, nie jednorazowe, na chwilę.” Aby odreagować, zrobić coś dla siebie maluje, pisze wiersze. Życie wewnętrzne wyraża poprzez sztukę.

 

Pomaganie nie tylko od święta

Pomaganie innym sprawiać niesamowitą radością. W tych trudnych czasach szczególnie warto inicjować dialog z najbliższymi o dzieleniu się z sobą z potrzebującymi. Przekazywać wzorce postaw. Nawet subtelne, zdaje się – nieznaczące aktywności potrafią dać wiele satysfakcji. Warto patrzeć uważnie, wsłuchiwać się w świat i ludzi. To szczególnie teraz istotne, kiedy tak bardzo potrzebujemy siebie jako społeczność. Zadbajmy o to, aby nasz dom był pełen dobra, życzliwości i szczerego dialogu. Rozmawiajmy, bądźmy uważni i otwarci. To zaprocentuje a cały świat zyska.


Skontaktuj się z nami

Kontakt

Fundacja Hospicjum

Onkologiczne św. Krzysztofa

 

ul. Pileckiego 105,

02-781 Warszawa

Tel: +48 (22) 643 57 08

fho@fho.org.pl

 

Bank Pekao S.A.

68 1240 5963 1111 0000 4799 9077

footer_logo

Newsletter

Email:

PRZETWARZANIE DANYCH OSOBOWYCH DARCZYŃCÓW - klauzula informacyjna