fot. pexels.com (autor: Karolina Grabowska)
Dlatego w tym roku zrezygnowaliśmy z namiotów, w których dotychczas rozrywkę zapewniali gościom przyjaciele z Ursynowa. Oznacza to, że główną i jedyną atrakcją pikniku będą występy sceniczne, zaś przestrzeń przed sceną zostanie zagospodarowana w taki sposób, by zapewnić bezpieczną odległość pomiędzy uczestnikami .
Ograniczenie liczby stoisk do tych, prowadzonych wyłącznie przez organizatora, czyli FHO, jest wyrazem troski o bezpieczeństwo uczestników pikniku, pacjentów i pracowników hospicjum. Osoby zaangażowane fizycznie w wydarzenie to wyłącznie pracownicy administracyjni oraz wolontariusze, którzy nie mają kontaktu z personelem medycznym i pacjentami hospicjum. Tym samym pracownicy Ci będą poddani „profilaktycznej” izolacji/kwarantannie (będą realizować pracę wyłącznie w charakterze zdalnym) przez tydzień po wydarzeniu.
Na terenie pikniku będą znajdować się:
– główne stoisko organizatora na środku placu,
– stoisko z napojami zimnymi i gorącymi,
– stoisko grillowe,
– reżyserka,
– garderoba,
– scena .
Na wszystkich obecnych podczas wydarzenia: partnerów, organizatorów, wolontariuszy, uczestników nakładamy obowiązek zachowania dystansu społecznego lub/oraz konieczność zakrywania ust i nosa. Wszelkie zasady uczestnictwa zostaną zapisane w regulaminie.
WAŻNE INFORMACJE DODATKOWE:
✔️ Przy każdym stoisku będzie dostępny płyn do dezynfekcji rąk.
✔️ Przy wejściu na teren wydarzenia będzie można zakupić maseczki ochronne.
✔️ Powierzchnie wspólne w tym: stoły biesiadne oraz garderobę będą na bieżąco dezynfekowane.
✔️ Budynek hospicjum będzie odgrodzony od terenu piknikowego barierkami ochronnymi.
✔️ W zapewnieniu bezpieczeństwa wspierać nas będą wolontariusze FHO.
✔️ W tym roku piknik nabierze dodatkowo charakteru wydarzenia fundraisingowego. Będziemy komunikować potrzebę finansowego wspierania hospicjum, a także zachęcać do dokonania darowizny bezpośrednio do skarbonki podczas trwania wydarzenia lub online na Facebooku i stronie www.
✔️ Wydarzenie planujemy transmitować on-line.
✔️ Udział w wydarzeniu pozostaje nieodpłatny.
Serdecznie zapraszamy!
Odczarowanie uświetnią znakomici goście, zapewniając Wam wyjątkowe atrakcje.
Będą z nami wierni przyjaciele m.in.:
– fantastyczny zespół Teatru Katarynka,
– znakomity showman – Szymon Krzysztoszek – wybitny iluzjonista przepełniony dobrym humorem,
– a także gość wyjątkowy i niecodzienny – Bartosz Łęczycki – jeden z najlepszych i najbardziej wszechstronnych harmonijkarzy w Polsce i Europie.
Udział w wydarzeniu jest nieodpłatny.
Ze względu na pandemię podjęliśmy się działań, które zapewnią Państwu bezpieczeństwo i komfort uczestnictwa w wydarzeniu.
Hospicjum to nie umieralnia
Wbrew powszechnie panującemu stereotypowi hospicjum to nie szpital z białymi ścianami i białymi fartuchami. To dom pełen kolorów i ludzi, którzy obdarzają się nawzajem uśmiechem. Zdarza się jednak, że pojawia się i smutek, który czasem mobilizuje jednak do szukania powiernika, kompana, towarzysza.
Społeczność FHO
FHO to miejsce, gdzie obok jest drugi człowiek, z podobnymi doświadczeniami, po podobnych trudach i zmaganiach z chorobą. Wzajemne zrozumienie, wspólny, czasem trudny dialog, sprawia, że tworzą oni społeczność. Wchodzą w komitywy, budują osobliwe światy w przestrzeni własnych sal. Razem cieszą się tym co widzą za oknem, razem przeżywają radości, smutki, dzielną się intymnością. Dają sobie nawzajem siłę, by godnie spędzić resztę życia.
Zadbaj o siebie i bliskich
Obawa o to, czy podołamy opiece nad bliskim powinna prowadzić do mobilizacji i odwagi, by zabiegać o lepsze, bezpieczniejsze i lżejsze jutro pacjenta. Rolą medycyny paliatywnej jest otaczanie parasolem dobra osób, które potrzebują troski, akceptacji, ale też profesjonalnej pomocy. Opieka paliatywna ma łagodzić ból, niwelować cierpienie ciała i w konsekwencji umysłu. Zarówno chorego, jak i jego bliskich. Dlatego tak ważne jest, aby nie bać się prosić o pomoc.
– Cały czas wspieramy naszych podopiecznych i ich bliskich z zachowaniem wszelkich środków ostrożności. Jeśli potrzebują Państwo pomocy, prosimy nie zwlekać. – apeluje Beata Kalinowska, koordynator hospicjum domowego.
Nie taki wirus straszny
Pandemia koronawirusa obudziła w wielu strach, stres, a nierzadko doprowadziła do izolacji społecznej. W FHO wirus ten spowodował, że oddział hospicjum stacjonarnego jest jeszcze bardziej bezpieczny, a podopieczni Fundacji otoczeni zostali wręcz nadmiarem troski. Czujny, roztropny i opiekuńczy zespół medyczny dba o ich bezpieczeństwo w każdym zakresie. Przejmuje rolę rodziny, wkładając serce i uczucia w każde wypowiedziane do pacjenta słowo. Troską otacza także rodziny i bliskich pacjentów, którzy dzięki rozwiązaniom online pozostają w stałym kontakcie ze swoimi bliskimi.
– Dzięki ograniczeniom, które wprowadziliśmy w trosce o zdrowie naszych pacjentów wizyty w domach oraz opieka na oddziale hospicjum są całkowicie bezpieczne. Aby ograniczyć ryzyko kontaktu z wirusem stosujemy środki ochrony osobistej, a tam, gdzie to możliwe udzielamy teleporad. Natomiast pacjenci hospicjum stacjonarnego są stałym kontakcie z rodzinami. Wykorzystujemy do tego zarówno komunikatory typu Skype, zwykłe rozmowy telefoniczne. – uspakaja Beata Kalinowska, koordynator hospicjum domowego.
Ufajmy ludziom i doświadczeniu
Hospicjum to miejsce, w którym wykwalifikowany zespół świadomie i samodzielnie wybrał oddziały paliatywne jako miejsce swojej aktywności zawodowej. To inny rodzaj bliskości z człowiekiem – z pacjentem. To towarzyszenie, współodczuwanie, silna wzajemna relacja. Dąży się tu do poprawy jakości życia, co czynione jest nieustannie każdego dnia. Zarówno na oddziale, jak i w hospicjum domowym.
– Lubię ludzi i bez względu na to, w jakim nastroju jestem danego dnia, zawsze mam uśmiech dla moich pacjentów. A informacja zwrotna – wyszeptane, często cichutko „dziękuję” – jest bardzo motywująca. Utwierdza w przekonaniu, że robię coś dobrego i jestem we właściwym miejscu. – tłumaczy Emilia Łapiak-Pasiorowska, fizjoterapeutka w FHO.
Nie bój się prosić o pomoc. Zadzwoń zapytaj. Podpowiemy, wesprzemy i wspólnie zadbamy o zdrowie tych, którzy są dla nas najważniejsi.
Więcej informacji nt. przyjęć do hospicjum można znaleźć TUTAJ oraz pod nr tel.22 643 57 08 09.
Św. Krzysztof oznacza tego, który niesie pomoc. To synonim człowieka wrażliwego na potrzeby ludzkie. Pacjenci przebywający na oddziale hospicjum, wymagają opieki medycznej, pielęgnacyjnej, opiekuńczej, stają się jego stałymi lokatorami, mieszkańcami, obywatelami. Sale, które zamieszkują chorzy są ich prywatna przestrzenią wypełnioną osobistymi przedmiotami: zdjęciami najbliższych, ulubionymi roślinami, prasą, ale także przestrzenią przepełnioną szerokim wachlarzem emocji. To tutaj spotykają się z rodzinami, z którymi pielęgnują, a czasem odbudowują czy tworzą na nowo relacje. To dobre miejsce, patronowane przez św. Krzysztofa staje się nie tylko synonimem dobrej śmierci, ale przede wszystkim dobrego życia. To tutaj wiele osób robi rachunek sumienia, nawiązuje dialog z osobami, z którymi łączyła ją czasem nawet nieprzyjazna więź.
Bliskość i duchowość
Hospicjum daje szansę na odnalezienie swojej duchowości i bliskości z drugim człowiekiem. Dzieląc codzienność z innymi pacjentami, jego mieszkańcy tworzą się silne więzi międzyludzkie, budujące życie społeczne, ale też tak ważne dla wielu – życie duchowe.
– Człowiek to skomplikowana istota, na którą składają się poziom biologiczny, psychiczny, duchowy, moralny, religijny. Na każdym z nich znajdują się różne potrzeby, które muszą zostać zaspokojone. To decyduje o naszym komforcie psychicznym, wewnętrznym. Realizacja potrzeb duchowych to umiejętność bycia przy chorym. Ta zaś ściśle wiąże się z miłością. Już sama obecność przy chorym może być bardzo pomocna. Dzięki temu chory ma świadomość, że jest ważny, że ktoś przy nim czuwa, że nie jest sam. – tłumaczy ks. Prałat Dr Tomasz Małkiński, kapelan w FHO.
Równość
Hospicjum św. Krzysztofa to miejsce świeckie, przyjmujące pod swoją opiekę każdego, kto jej wymaga. Nie mają znaczenia wyznawana wiara, wartości czy poglądy. Panuje tu spokój, godność i poszanowanie każdego, niezależnie od tego, jaki charakter miało życie człowieka.
– Wszystkich ludzi należy jednak traktować jednakowo. Nie można wydawać kategorycznych osądów w obszarze wiary. Najważniejsze to duchowo wzmocnić pacjenta, aby był wewnętrznie przygotowany na spotkanie z Bogiem. Rozmowa z człowiekiem motywuje go i wzmacnia, pozwala poczuć zrozumienie i empatię. W przypadku osób niewierzących podczas rozmowy też dotykamy ich duchowości. Rozmawiamy o życiu, o tym jak ono wyglądało, jak wyglądały relacje z najważniejszymi: z rodziną, przyjaciółmi, otoczeniem najbliższym. Najważniejszy jest dialog. – wyjaśnia ks. Prałat Dr Tomasz Małkiński, kapelan w FHO.
Życie jako podróż
Choć św. Krzysztof, znany głównie jako patron kierowców jest także patronem podróżników. W końcu podróżą jest całe nasze życie. Ważne jest to, jaki obierzemy jej cel, ważny jest jej przebieg i kogo spotkamy na podjętej trasie. Zależy nam, aby w hospicjum ludzie mogli znaleźć w ludziach to co najżyczliwsze: gościnność, przyjacielskość, otwartość i uśmiech. Każdy chyba marzy o dalekich i pięknych podróżach. FHO staje się zatem przewodnikiem, pilotem, rezydentem, który przyjmuje organizacje codzienności w każdym z ostatnich dni podróży.
fot. Pixabay
Aparat USG jest nam niezbędny, ponieważ umożliwi wykonywanie drobnych, ale ważnych zabiegów. Obecnie, aby wykonać badanie pacjent kierowany jest do szpitala lub innej placówki medycznej, co stanowi dla niego ryzyko (również w odniesieniu do SARS-CoV-2) i duży dyskomfort. Jest to proces czasochłonny, który wystawia pacjenta na duże niedogodności związane z np. transportem i ponownym pobytem w szpitalu.
Własny aparat da nam możliwość samodzielnej diagnostyki, a co za tym idzie szybsze i sprawniejsze wdrożenie leczenia.
Niezbędny jest nam sprzęt:
dający możliwość uzyskania lepszej informacji diagnostycznej/obrazu anatomicznego.
Koszt aparatu wynosi 33 900 zł. To bardzo duży wydatek, na który nas obecnie nie stać, dlatego prosimy: DOŁÓŻ COŚ OD SIEBIE NA: ZRZUTKA.PL I POMÓŻ NAM DBAĆ O JAKOŚĆ ŻYCIA PACJENTÓW HOSPICJUM.
Na razie w tajemnicy szepniemy, że szykujemy coś pięknego dla naszych pacjentów. Pięknego, bo ma jednocześnie koić i pokazywać naszą dobrą, życzliwą energię. W końcu najważniejsze jest dobre samopoczucie pacjenta! Zainteresowanych pomocą prosimy o kontakt mailowy karolina.bartoszko@fho.org.pl.
Chronimy naszych pracowników – chronimy naszych pacjentów. Wynik ten musi cieszyć nie tylko pracowników, ale w głównej mierze naszych pacjentów oraz ich bliskich. Oznacza to ni mniej, ni więcej, że przyjęte przez nas na samym początku epidemii procedury okazały się skuteczne. Kompleks działań zapobiegawczych, jaki w związku z pandemią koronawirusa SARS-CoV-2 jakie opracowaliśmy i wdrożyliśmy jest skuteczny i stanowi niezawodna rękojmią tego, że nasi pacjenci mogą czuć się bezpiecznie, otrzymując od nas niezbędne świadczenia zdrowotne.Z FHO jesteś związana od samego początku jej istnienia. Opowiedz nam, jak to wszystko się zaczęło.
30 lat temu wraz z doktorem Jerzym Jaroszem, który jest anestezjologiem i specjalistą leczenia bólu, pracowaliśmy razem w Instytucie Onkologii. Pewnego razu zaproponował mi, by wspólnie zrobić coś dla pacjentów, którzy z racji zaawansowania choroby nowotworowej pozostawali w domach. Zgodziłam się i tak to się wszystko zaczęło. Wraz z kilkoma innymi empatycznymi osobami, np. prof. Haliną Hattowską, postanowiliśmy założyć Fundację, która będzie pomagać pacjentom onkologicznym. Wsparli nas zaprzyjaźnieni ludzie, którzy w tym czasie pokryli większość potrzebnych do tego kosztów. Ja i dr Jarosz mieliśmy najmniejszy wkład finansowy, za to wraz z doktorem Jerzym Drążkiewiczem, socjologiem, największy wkład merytoryczny. Założycielami byli również mec. Roma Perestaj, Jerzy Górnicki, architekt, Witold Ignaczuk, inżynier i przedsiębiorca, Marek Kos. Pierwsze spotkania odbywały się w mieszkaniu prof. Hattowskiej. W roku 1990 r. powołaliśmy do życia Fundację Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa w Warszawie. Patrona wybraliśmy na wzór pierwszego hospicjum na świecie założonego przez Cicely Saunders w Londynie.
Jednak na opiece w domach nie poprzestaliście.
Zaczęliśmy od pomocy pacjentom w domach, jednak szybko uświadomiliśmy sobie, że potrzebna jest także opieka stacjonarna. Zaczęliśmy zbierać środki na stworzenie pierwszego stacjonarnego hospicjum w Polsce. Uznaliśmy, że praca personelu medycznego, która wymaga dużej dokładności i nakładów czasu, musi być wynagradzana. To podejście spotkało się z krytyką środowiska hospicyjnego, ponieważ do tego czasu praca w tym celu była charytatywna. Większość osób myślała, że jest to rodzaj opieki, za który pacjenci płacą sami, a nigdy tak nie było. Kontrowersje wzbudzała także lokalizacja, którą nam zaproponowano, czyli niedaleko budującej się od lat nowej siedziby Centrum Onkologii. Pamiętam, jak ówczesny dyrektor Centrum Onkologii, prof. Andrzej Kułakowski, bardzo wspierający nasze działania, zwracał nam uwagę, że pacjenci leczeni w Instytucie mogą źle odbierać taką lokalizację. W 1996 r. otworzyliśmy stacjonarne hospicjum dla 23 pacjentów. Dość szybko okazało się, że to dobrze, że jesteśmy blisko. Niektórzy myśleli nawet, że jesteśmy częścią Instytutu Onkologii.
Czy zakładając Fundację planowaliście rozwijać także inną działalność?
Chcieliśmy, na wzór angielskich hospicjów, mieć oddział dzienny i dużą ilość wolontariuszy. Miejsce, w którym przywożeni pacjenci mogliby nie tylko skorzystać z pomocy lekarza, pielęgniarki czy fizjoterapeuty, ale po prostu spędzać czas wśród ludzi. Możliwość powrotu do wykonywania codziennych czynności to bardzo ważny aspekt radzenia sobie ze skutkami choroby, w szczególności onkologicznej, której leczenie jest dla pacjenta bardzo wyczerpujące zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Dlatego dobrze, żeby taki pacjent miał obok siebie osoby, które wiedzą, jak mu w tym pomóc. Ten plan zrealizowany jest tylko częściowo. Liczba wolontariuszy przekracza moje wyobrażenie. Początkowo mieliśmy tylko kilku wolontariuszy, którzy zazwyczaj byli bliskimi naszych pacjentów. Od zawsze był pan Marek Rafalski – dziś pielęgniarz, który swoją posługę dla chorych zawsze wykonywał jako wolontariusz. Dziś na samym oddziale mamy ponad 50-osobową grupę osób, które, aby zostać wolontariuszem musiały najpierw przejść autorskie szkolenie, w tym z psychologiem. Do tego dodajmy wolontariuszy akcyjnych, czyli około 100 osób, dzieci ze szkół, które wspierają nas w ramach programu Pola Nadziei i robi się z tego spora grupa. Nadal dążymy do tego, aby w FHO powstał oddział dzienny.
Tematyka umierania i opieki paliatywnej są nadal tematem tabu. Czy nie obawiasz się, że pacjenci, którzy nie wymagają jeszcze opieki hospicjum stacjonarnego, będą bali się przekroczyć próg hospicjum.
Myślę, że na chwilę obecną hospicjum obawiają się przede wszystkim bliscy chorych, którym wydaje się, że oddają kogoś bliskiego na śmierć. A przecież tak nie jest. Dlatego najważniejsza jest świadomość i opinie o nas. Oddział dzienny ma stanowić wsparcie dla pacjentów, ale też odciążać ich bliskich. Mamy nadzieję, że możliwość złapania oddechu pozwoli tym drugim odpocząć, zająć się sprawami, na które do tej pory mogli nie mieć czasu. Z opieki na oddziale dziennym będą mogły skorzystać osoby, potrzebujące pomocy fizjoterapeuty, psychologa czy pracownika socjalnego. Jest wielu pacjentów, którzy niezależnie od swoich problemów zdrowotnych chcą prowadzić normalne życie. A aktywizacja, zarówno fizyczna, jak i psychiczna, im w tym pomaga, bardzo często wręcz wydłuża ten czas. Dlatego uważamy, że takie miejsce jest potrzebne.
Czy włączasz się w inne inicjatywy wspierające pacjentów onkologicznych?
Byłam przewodniczącą Stowarzyszenia Europa Donna w Warszawie, koalicji kobiet działającej na rzecz profilaktyki raka piersi. Jednak w tym samym czasie prężne rozwijały się Amazonki, których założenia i działania pokrywały się z naszymi. Uznaliśmy, że lepiej skupić się na pomocy Amazonkom (które wspieram do dziś) i nie dublować swoich aktywności, dlatego zakończyliśmy swoją działalność w Warszawie. Natomiast organizacja ta funkcjonuje w Polsce do dziś. Od 34 lat pracuje w Zakładzie Rehabilitacji w warszawskim Centrum Onkologii, dziś Narodowym Instytucie Onkologii (NIO).
Prowadzisz także działalność dydaktyczną.
Od 20 lat jestem nauczycielem akademickim. Jestem adiunktem w Instytucie Onkologii oraz na Wydziale Nauk o Zdrowiu w Społecznej Akademii Nauk. A także, wykładowcą na Akademii Wychowania Fizycznego w Warszawie i Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Od listopada ub. r. w Narodowym Instytucie Onkologii prowadzimy cotygodniowe kursy dla fizjoterapeutów z całej Polski poświęcone rehabilitacji kobiet leczonych z powodu raka piersi. Do maja przeszkolimy 400 osób. Kocham tę druga stronę mojej działalności zawodowej. Lubię młodzież i wiem, że oni też lubią mnie. Jestem też promotorem 65 pięciu prac magisterskich i licencjackich oraz współautorem wielu monografii dotyczących problematyki onkologii.
Z jakich działań na rzecz pacjentów jesteś najbardziej dumna?
Przede wszystkim z tych, które skupiają się na profilaktyce chorób nowotworowych i zdejmowania tabu z tej tematyki. Był czas, w którym przez kilkanaście miesięcy wraz z prof. Janem Zielińskim (twórcą ginekologii onkologicznej oraz założycielem Fundacji Różowa Konwalia) i grupą zaprzyjaźnionych lekarzy jeździliśmy po wielu miastach i wsiach w woj. mazowieckim, by rozmawiać z mieszkańcami nt. profilaktyki raka piersi i szyjki macicy. Robiliśmy to w ramach wolontariatu.
W wielu miejscach jest mnie pełno. W Narodowym Instytucie Onkologii organizuję wystawy obrazów, dbam o klimat miejsca, gdzie staramy się przywracać pacjentom sprawność fizyczną, co często wpływa na poprawę kondycji psychicznej. Mam szczęście pracować z ludźmi, którzy myślą podobnie. W wielu miejscach – w FHO i u mnie w Zakładzie Rehabilitacji są ludzie, z którymi współpracuję, nie rok czy dwa lata, ale kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt lat. To jest mój motor do pracy. Jestem także członkiem Zarządu Polskiej Unii Onkologii.
A kim jest Hanna Tchórzewska-Korba prywatnie?
Moją pasją jest praca. W związku z tym, nie wiem, czy mam czas na dodatkowe zainteresowania czy pasje. Natomiast nie wyobrażam sobie z tego zrezygnować, przestać pracować, pomimo, że moja metryka mi na to pozwala(śmiech). Prywatnie jestem żoną i matką. Lubię kino, teatr, muzykę, literaturę. Gdy podróżuję, lubię odkrywać nowe miejsca, nie koncentruję się na jednym. Wyjątkiem od reguły były Stany Zjednoczone, gdzie przez 9 lat co roku razem z drem Sławkiem Mazurem, chirurgiem onkologiem, jeździliśmy do Polonii w Chicago, do Fundacji zrzeszającej kobiety chorujące na raka piersi.
Co i dlaczego jest dla Ciebie ważne w życiu?
Pomaganie innym. Jestem taką osobą, że nie wyobrażam sobie odmówić, gdy ktoś prosi mnie pomoc. Uważam, że nie ma sytuacji bez wyjścia i zawsze próbuję coś zrobić. Dlaczego? Bo jest to ważne dla tych, którzy o tę pomoc proszą, potrzebne. Zrozumiałam to, gdy sama zachorowałam i wylądowałam w szpitalu. Serdeczność i słowa otuchy, z którymi się wtedy spotkałam, uświadomiły mi, że robię coś dobrego. Myślę, że pomaganie innym to pewna forma egoizmu, bo w ten sposób często zadowalamy samych siebie (uśmiech).
Rozmawiała: Maja Wiśniewska
___
Hanna Tchórzewska-Korba – współzałożycielka i od wielu przewodnicząca Rady Fundacji Hospicjum Onkologiczne św. Krzysztofa w Warszawie. Dr n. kult. fiz., specjalista II stopnia rehabilitacji ruchowej. Kierownik Zakładu Rehabilitacji w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie. Prywatnie żona i matka. Miłośniczka ludzi, literatury i teatru.
Wsparcia finansowego można udzielić Fundacji poprzez:
Wpłatę bezpośrednio na konto Fundacji
Nr konta dla przelewów krajowych:
Bank Pekao S.A.
68 1240 5963 1111 0000 4799 9077
Nr konta dla przelewów zagranicznych:
COD PKOPPLPW
21 1240 5963 1978 0010 3546 0223
e-przelewPonadto na stałe współpracujemy z takimi partnerami jak:
Medica Niesiemy Pomoc,
Alfa Anna Jurasz,
Volunta,
Fundacja Słoneczna Nadzieja.
Wskazane instytucje wspierają nas w pozyskiwaniu środków na rzecz naszych pacjentów. W przypadku wątpliwości co do uczciwości osoby proszącej o wsparcie – skontaktuj się z nami!
Preferujesz inne formy wsparcia? Zobacz, co jeszcze możesz zrobić:)