Chcę pomóc

Z radością dzielimy się informacją, że projekt POMOCNA TORBA uzyskał wsparcie ze strony Urzędy Dzielnicy Ursynów. Jest to wyraz poparcia dla tej inicjatywy,  a także nieocenione wsparcie dla hospicjum. Dzięki temu możemy zachęcać Państwa do pomocy,  udostępniając POMOCNĄ TORBĘ bez ponoszenia przez Państwa dodatkowych kosztów. Wspieramy tym samym lokalną działalność. Co ważne chcemy zachęcić i zaprosić do wspierania hospicjum całą warszawską społeczność. Jest to wzajemna życzliwość, która przynieść może wielostronne korzyści: zarówno Państwu,  jak i hospicjum. Jeśli chcecie Państwo otrzymać 50 naszych Pomocnych Toreb, zapraszamy do kontaktu z koordynatorem projektu: pomocnatorba@fho.org.pl Przypominamy, że POMOCNA TORBA  ma ca. wymiar formatu A3. Jej użytkowanie przyczynia się do wspierania działań proekologicznych o charakterze less waste. Zapraszamy do współpracy! Dofinansowanie projektu: 113.798,98 zł. 2021_85_DEF -Zał. 11- plakat Zakład pracy może zgłosić następujące osoby: Aby wziąć udział w programie, zakład pracy powinien zgłosić się przez formularz udostępniony na stronie Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. W formularzu należy wskazać liczbę chętnych do zaszczepienia pracowników bez podawania ich danych osobowych. Zakład pracy może wystawić w tym samym czasie maksymalnie 1 zgłoszenie, które powinno spełniać następujące kryteria: Zgłoszenie przez formularz powinno zostać wysłane dopiero po uzgodnieniu logistyki wykonywania szczepień z wybranym PWDL. Warunki współpracy ustalane są indywidualnie. W formularzu należy zgłosić jeden, wiodący PWDL. Szczepienia realizowane będą w punkcie na ul. Pileckiego 105 (wejście od ul. Polskie drogi), w wybrane dni tygodnia: sobota, niedziele, poniedziałek.   Dane kontaktowe: Tel.: 660-504-758 lub 734-469-955 e-mail.: szczepienia@fho.org.pl Po więcej informacji zapraszamy na stronę: www.gov.pl/web/szczepimysie/szczepienia-zakladow-pracy Serce rośnie, gdy widzimy, z jaką chęcią wiele osób angażuje się w pomoc hospicjum. Choć wspimniana zbiórka trwa od zaledwie kilku dni, nasi wspierający zebrali już całą gamę środków spożywczych, a także oczyszczacz powietrza. Gorąco dziękujemy za otwartość, gotowość do działania i trzymamy kciuki za kolejne sukesy 🙂 W ramach zbiórki Urząd pozyskał dla nas zdrowe przysmaki i produkty śniadaniowe w postaci batoników RAW oraz musli. Z całego serca dziękujemy za pomoc i pamięć o naszych pacjentach w tym trudnym czasie. Brakuje nam także ponadwymiarowego łóżka specjalistycznego, które zwiększy wygodę naszych podopiecznych o niestandardowych potrzebach. Koszt takiego łóżka to prawie 3 700 zł. Oznacza to, że łącznie musimy pozyskać 30 000 zł. To duża kwota, ale jeżeli 1 200 osób wesprze zbiórkę kwotą 25 zł, osiągniemy jej cel 😊 Wiemy, że to duże wyzwanie, ale wierzymy, że z Państwa pomocą nam się uda! Dzięki Państwa pomocy będziemy mogli bezpieczniej organizować spotkania pacjentów z najbliższymi, zwiększyć ich częstotliwość, a także komfort życia pacjentów w hospicjum. Zrzutkę można wesprzeć na zrzutka.pl Tadzio wiarę w Boga i potrzebę pomagania zawsze nosił głęboko w sercu. Teraz w czasie pandemii, gdy wolontariat w hospicjum nie jest możliwy, nieustannie pomaga w swojej parafii. Za życia żony Tadeusz wspomagał hospicjum darami rzeczowymi. Obserwował, przyglądał się pracy pielęgniarek, podpatrywał, gdzie może się przydać. Kiedy musiał powierzyć FHO opiekę i troskę nad żoną, ta w jednej z rozmów poprosiła go: „Kiedy stąd wyjdę, będziemy pomagać hospicjum. Tak trzeba. Trzeba pomagać. Jeśli jednak stąd nie wyjdę, to przyrzeknij mi, że Ty będziesz pomagał.” Tak też uczynił. Ideę pomagania zaszczepili także swoim w synu, który w trudnym okresie – żałoby wyruszył pieszo przez Polskę, aby zbierać środki na potrzeby pacjentów hospicjum. Trudne chwile Na chwilę po śmierci ukochanej żony dopytywał, czy jego pomoc wolontariacka przyda się w hospicjum. Otrzymał od zespołu medycznego informację, że na to jest jeszcze dla niego za wcześnie. Po śmierci Krystyny na chwilę ograniczył swoją pomoc. Obawiał się jednak, że jeśli nie zaangażuje się „tu i teraz”, to nie udźwignie tego trudu i nie powróci już do FHO. Doświadczenie śmierci żony było zbyt dotkliwe, a hospicjum budziło zbyt wiele skrajnych emocji. Zrozumiał wtedy, że sam potrzebował wsparcia i uzyskał je od zespołu psychologów. Wiara czyni cuda Kilka lat wcześniej, jeszcze przed śmiercią żony doświadczył niewyobrażalnego. Gdy był sam w swojej piwnicy, poraził go prąd. Przed długi czas leżał nieprzytomny, a jego serce na chwilę zgubiło rytm. Tadeusz mówi, że doświadczył wtedy cudu: “Widziałem się z Jezusem, który powiedział do mnie: “Masz kochającą żonę, syna – masz dla kogo żyć!” i się ocknąłem. Do dziś zastanawia się, dlaczego Bóg uratował jego, a zabrał żonę. Przez długi czas nie mógł się z tym pogodzić. Dopiero po jakimś zrozumiał, że tak widocznie musiało być. Bóg potrzebował jego Krysi, a Tadzio miał pomagać tu na ziemi. Dobre miejsce Oprócz więzi emocjonalnej i złożonej ukochanej obietnicy, Tadeusza przy hospicjum trzyma zespół FHO. „W hospicjum są wspaniali ludzie, którzy dają mnóstwo energii. Wszyscy mają w sobie tyle empatii i chęci do pomocy, więc jak tu nie być z wami. To jest piękne!” – mówi. Choć kłóci się to ze stereotypowym postrzeganiem hospicjum, można tu znaleźć radosny sposób na wyciszenie w ostatnich chwilach życia. O ile pacjent wyraża taką gotowość, trzeba zarażać tym co dobre i czynić dzień znośniejszym i lepszym.   Idea pomagania Pomoc drugiemu człowiekowi Tadzio nosi w sobie od urodzenia. Nigdy nie czekał na dodatkowe bodźce z otoczenia, na sygnał, znak, że trzeba działać. Okoliczności znajdowały go same. Nawet kiedy sam potrzebował wsparcia, dawał je innym, na tyle na ile mógł. Nie potrafił przejść obojętnie, widząc krzywdę ludzką czy ignorancję ludzi odwracających wzrok. Czasem były to sytuacje, których doświadcza każdy niemalże z nas, np. mijając kogoś osuwającego się na ławce w parku czy na przystanku autobusowym. Zawsze miał odwagę, by podejść i upewnić się, czy potrzebne jest wsparcie medyczne. Trzeba zobaczyć drugiego człowieka Jakiś czas temu Tadeusz spotkał człowieka leżącego na ulicy, którego wszyscy omijali, prawdopodobnie zakładając, że jest pijany. Gdy podszedł bliżej, okazało się, że mężczyzna miał zawał. Akurat przejeżdżał patrol policji, Tadeusz poprosił go o wezwanie karetki. Mężczyznę uratowano. “Miałem kilka trudnych doświadczeń. Kiedyś siedziałem na peronie na ławce, czekałem na pociąg, nagle zaczęło się dziać ze mną coś dziwnego. Poczułem, że to zawał. Osunąłem się na ławce, ludzie patrzyli, ale nikt nie zareagował. Jak ten stan minął i trochę mi się poprawiało, zwlokłem się z tej ławki i wsiadłem do pociągu. Dopiero w pociągu otrzymałem pomoc”. Tadek stara się pomagać również tym, których inni spisali na straty ze względu na ich nałogi. Oni sami kiedyś doświadczyli trudu życia, znaleźli się na krawędzi. „Może ludzie obawiają się oceny, jak inni będą wtedy na nich patrzeć, oceniać i mówić: ten to pomaga pijakom”. Nie widzi się człowieka w problemie, ale problem w człowieku, a przecież nasze życie kształtują okoliczności w jakich przyszło nam funkcjonować. Nałóg to sygnał nawoływania o pomoc, na który człowiek powinien reagować. Jak angażować innych w pomoc? Tadzio żyje w gronie ludzi otwartych na potrzeby bliźniego, którzy włączają się w pomoc w różnych obszarach. Tworzą swoją małą bohaterską społeczność. Na hasło proboszcza cała drużyna rusza i działa. Wsparcia tego Tadzio udziela od momentu budowy kościoła. Pomagał wolontaryjnie np. w rozładowywaniu materiałów budowlanych i drobnych naprawach, pomaga do dziś również w dobie pandemii. Organizuje także wydarzenia, np. tzw. Michałki czy pikniki dla parafian. Czy okres Wielkiej Nocy jest dobry na przewartościowanie swojego życia? “Każdy czas jest dobry na. Teraz przy okazji Świąt Wielkanocnych zbieramy produkty na paczki dla biednych rodzin. Zdarza się, że nie zawsze taki dar budzi dobre emocje. Czasem ludzie reagują nieprzyjemnie. Nie oczekujemy wdzięczności, reagujemy tam, gdzie należy pomóc. Pomagam, bo każdy może się znaleźć w trudnej sytuacji. Moja emerytura nie jest wysoka, ale dla mnie wystarczająca, bo czuje się bezpiecznie. Dlatego pomagam, bo inni mają mniej. Mi więcej nie potrzeba.” – wyjaśnia. Tadeusz jest także wolontariuszem w Towarzystwie Opieki nad Oświęcimiem (TONO). W Oświęcimiu stracił wielu członków rodziny. Prawie 3 lata przebywała tam jego mama. Tadeusz raz w roku jeździ na około 10 dni do Oświęcimia i pomaga np. w archiwum dokumentów, w pracach konserwacyjnych czy sprzątaniu terenu. Czy pomaganie innym może być nałogiem? Czasem Tadek upomina sam siebie: “W domu nie posprzątałeś. Pora wracać.” Zawsze był pracoholikiem, człowiekiem sumiennym i skupionym na celu. „Wypracowany warsztat to chleb – tego byłem nauczony. To co wypracuje – musi być trwałe, nie jednorazowe, na chwilę.” Aby odreagować, zrobić coś dla siebie maluje, pisze wiersze. Życie wewnętrzne wyraża poprzez sztukę. Pomaganie nie tylko od święta Pomaganie innym sprawiać niesamowitą radością. W tych trudnych czasach szczególnie warto inicjować dialog z najbliższymi o dzieleniu się z sobą z potrzebującymi. Przekazywać wzorce postaw. Nawet subtelne, zdaje się – nieznaczące aktywności potrafią dać wiele satysfakcji. Warto patrzeć uważnie, wsłuchiwać się w świat i ludzi. To szczególnie teraz istotne, kiedy tak bardzo potrzebujemy siebie jako społeczność. Zadbajmy o to, aby nasz dom był pełen dobra, życzliwości i szczerego dialogu. Rozmawiajmy, bądźmy uważni i otwarci. To zaprocentuje a cały świat zyska. Magda i Tomasz Panią Magdę do hospicjum domowego zgłosił mąż. Już podczas pierwszego spotkania, gdy składał niezbędne dokumenty, naszą uwagę zwrócił sposób w jaki opowiadał o żonie. O tym, jak jej cierpienie wpływało na jego życie, osobowość i odbiór żony. Było to małżeństwo z 20-letnim stażem (żona miała 48 lat, mąż około 50 lat). Podczas wizyt opowiadali nam o wspólnie spędzonych chwilach, podróżach. Zawsze wypoczywali w aktywny sposób. Choć nie mieli dzieci, więź między nimi była głęboka i nierozerwalna. Rozumieli się bez słów. Pani Magda nie mogła mówić. Miała rurkę tracheotomijną i komunikowała się z nami, zapisując swoje słowa na kartce. W ich przypadku nie było to potrzebne. Porozumiewali się spojrzeniami, gestami. Pan Tomasz dostrzegał najmniejsze zmiany w mimice żony. Wiedział, gdy coś ją bolało, gdy sobie czegoś życzyła lub też nie. Miał wysoko postawioną poprzeczkę. Choroba pani Magdy trwała nie całe poł roku. Widać było, że czuł się w tym wszystkim zagubiony. Był przecież laikiem w kwestii tego rodzaju opieki. Natomiast przez cały ten czas uważnie ją obserwował. Trzymał za rękę, mówił do niej, nosił na rękach. I można było w tym wszystkim wyczuć prawdę, miłość, zrozumienie, ogromną troskę i oddanie. Staraliśmy się odwlekać moment wejścia pacjentki na oddział tak długo, aż obydwoje będą na tę zmianę gotowi. Pani Magda była bardzo cierpliwa w swojej chorobie. Nigdy się nie skarżyła. Miała swoje przyzwyczajenia, ulubione zajęcia, z których potrafiła czerpać radość. Jedynym z nich było mycie głowy. Sprawiało jej to olbrzymią przyjemność i zawsze na nie czekała. Symboliczne zakończenie Historia ta zakończyła się dość symbolicznie. Pani Magda przyjechała do hospicjum stacjonarnego w nocy przed Świętami Bożego Narodzenia. Pierwszego dnia swojego pobytu na oddziale poprosiła o leki uspokajające. Tego wieczora zasnęła i zmarła w rękach męża, a wydarzyło się to podczas Wigilii dla pacjentów i przyjaciół w hospicjum. Pan Tomasz był na to przygotowany. Wiedział, że sytuacja żony jest bardzo zła i przyjął jej śmierć bardzo spokojnie. Olbrzymie i symboliczne znaczenie miał dla niego fakt, że tak dobra osoba odeszła z tego świata właśnie w tamtą noc. Na koniec bardzo nas wzruszył. Aby podziękować nam za pomoc przyszedł do hospicjum z bukietem pięknych łososiowych róż, które wyglądały, jakby były namalowane. Mieliśmy poczucie, że jest to gest płynący prosto z jego serca. Prawdziwy i szczery, jak cały pan Tomasz. Symboliczny początek Także w czasie pandemii życie pokazało nam, że prawdziwe uczucie nie zna granic. Dosłownie i w przenośni. W drugie dzień Świąt Wielkiej Nocy zadzwonił do nas pan spod Lublina. W trakcie rozmowy powiedział, że byłam jedyną osobą w całej Polsce, która tego dnia odebrała od niego telefon. Jego żona miała nowotwór mózgu, była osobą leżącą. Obydwoje w wieku około 50 lat. Małżeństwo zdecydowanie potrzebowało wsparcia. Mąż pacjentki wraz synami przywieźli ją do Warszawy pomimo panującej pandemii. W jednej z rozmów wyznał mi, że paradoksalnie umożliwiła im ona przeżycie dużo więcej wspólnych chwil, niż miałoby to miejsce wcześniej, ponieważ teraz mógł pracować zdalnie. To pozwalało mu przez cały czas być blisko swojej żony. Przeżyć ten czas jak najlepiej. Gdy trafiła do hospicjum stacjonarnego, był na to przygotowany i wiedział, że będzie otoczona należytą opieką. Relacje Takich sytuacji jest więcej. A praca w środowisku pozwala nam dostrzec relacje, których często brakuje na oddziale. Tam widzimy częściej jedynie zachowania opiekunów, nie zdając sobie do końca sprawy, z czego mogą wynikać. Postawy ludzi w obliczu nowej sytuacji mogą się diametralnie zmieniać. W hospicjum domowym obserwujemy cały przekrój relacji od bardzo negatywnych po te pozytywne. I wydaje mi się, że tych drugich jest nadal więcej, dlatego te negatywne tak przyciągają nasza uwagę. Rodziny w dalszym ciągu chcą się opiekować pacjentami w domu, nawet, gdy jest to ponad ich siły. Natomiast naturalne jest, że wiele osób chce spędzić swoje ostatnie wspólne chwile w domu wśród najbliższych. Szczególnie teraz, gdy odwiedziny na oddziale hospicjum są wstrzymane ze względu na pandemię. To wszystko pokazuje, jak bardzo ważny jest czas na świadome dokończenie życia. Staramy się dać go rodzinom jak najwięcej zarówno na oddziale, jak i w domach. To jedno z naszych najważniejszych zadań w pracy. Pamiętaj, że jesteśmy tu dla Ciebie. Jeśli potrzebujesz wsparcia, skontaktuj się z nami. Zrobimy wszystko by pomóc Ci spędzić ten ważny czas w jakości! autor: Beata Kalinowska, koordynator hospicjum domowego w Fundacji Hospicjum Onkologicznego Więcej artykułów z najnowszego numeru HOSPIKA znajdziesz TUTAJ Certyfikat jest przyznawany organizacjom, które wzorowo zarządzają wolontariatem, zgodnie z dobrymi praktykami i zasadami formalnoprawnymi Programu Korpus Solidarności. Jesteśmy dumni, że wspólnymi siłami, ale przede wszystkim, dzięki ogromnemu zaangażowaniu naszej koordynator wolontariatu, Iwonie Miller, stworzyliśmy takie miejsce!  Tym samy gratulujemy i dziękujemy  za ogromne oddanie swojej pracy, której efekty widzimy na co dzień! Więcej o certyfikacie dowiesz się na korpussolidarnosci.gov.pl/certyfikacja Mało kto ma świadomość, że masz polskie korzenie… Tak. Moja mama jest Polką, a tata Hiszpanem. Urodziłem się w Madrycie. Od zawsze uważam się za Polaka i Hiszpana. Od dziecka też poszukuję tożsamości i miejsca. Tak naprawdę dopiero kilka lat temu uświadomiłem sobie, że nie mogę być w połowie Polakiem, a w połowie Hiszpanem. Uznałem, że jestem jednym i drugim. Czasem wyraźnej widać we mnie cechy jednego, a czasem drugiego narodu. Poza tym zawsze ciągnie mnie do tego kraju, z dala od którego żyję. W Polsce tęsknię za Hiszpanią, ale jestem też przekonany, że choć ostatnio niestety rzadko bywam w Hiszpanii, to przeprowadzając się, tęskniłbym za Polską.   Mieszkasz w Warszawie. Czym jest dla Ciebie to miasto? Jakie budzi w Tobie emocje, skojarzenia? Moja relacja z Warszawą jest dość skomplikowana. Na przestrzeni ostatnich lat mój stosunek do niej zmieniał się za sprawą różnych doświadczeń. To miasto zawsze kojarzyło mi się z moimi dziadkami, rodzicami, z domem. Myślę, że to od momentu, gdy zmarli dziadkowie patrzę na Warszawę trochę inaczej. Bardzo się kochali, byli ze sobą 55 lat. To do nich, jeszcze jako nastolatek, przyjeżdżałem z siostrą na wakacje. To babcia uczyła mnie języka polskiego. To babcia, która była literatką, opowiadała nam o poezji, literaturze, uczyła dbać o poprawną polszczyznę. Dziadek zaś był niezwykłym, pełnym temperamentu człowiekiem. Gdy zmarli, w mojej warszawskiej przestrzeni pojawiła się bardzo poważna luka. Ogromnie brakuje mi ich obecności. Tutaj też przyszły na świat moje dzieci: dziś 9-letni Gabriel i roczna Maribel. Córka urodziła się w tym samym szpitalu co moja mama i babcia. Warszawa jest więc dla mnie miastem niezwykle istotnym i ważnym. Ale relacje międzyludzkie bywają różne. Potrafią być nieoczywiste, bez konkretnych odcieni czy barw. I tak odbieram to miasto, nie idealizuję go. Znam jego dobre i złe strony. Jest jeszcze drugie ważne dla mnie miejsce – Madryt. Tęsknię za nim i zapewne trochę je idealizuję, bo nie bywam w nim często. Ale może kiedyś będę mógł tam wrócić, bo absolutnie kocham to miasto. Tak to sobie wyobrażam.   Czy jest coś, co szczególnie zadziwia Cię w postawach Polaków, zwłaszcza teraz w czasie pandemii?   Zawsze staram się patrzeć na Polskę i Polaków trochę jakby z zewnątrz. Wydaje mi się, że brakuje nam dystansu. Ja oczywiście staram się go nabierać, podkreślać te dobre cechy, bo mam wrażenie, że jako Polacy jesteśmy niezwykle krytyczni wobec siebie. Mamy to chyba wpisane w nasz kod genetyczny. Lubimy narzekać i krytykować. Wydaje mi się, że brakuje nam takiej obiektywnej oceny i nie zauważamy swoich zalet. Uważam, że Polacy to często niezwykle ambitni, pracowici i ciekawi świata ludzie. Według mnie, w porównaniu chociażby z Hiszpanami, wiedzą więcej na temat świata. Wiedzą więcej o Hiszpanii niż Hiszpanie o Polakach, a to dla mnie ważny punkt odniesienia. Choć jest oczywiście dużym uogólnieniem, to myślę, że dosyć trafnym. To pokazuje, jak wiele Polacy potrafią od siebie wymagać. W gruncie rzeczy Polacy są narodem bardzo otwartym, chociaż tę otwartość widać dopiero po jakimś czasie. I wreszcie, co także istotne, Polacy są ciekawymi siebie, świadomymi własnej historii, tradycji, lubiącymi pomagać ludźmi. Nie są ślepi na potrzeby innych. I chyba często o tych cechach niestety zapominamy.    Jacy ludzie Cię fascynują? Z jakimi osobami lubisz spędzać czas?   To jest pytanie, które odnosi się do wyboru, więc pytanie zatem, jakim kryterium się kieruję, jeśli mogę decydować, z kim chcę przebywać. Lubię ludzi o otwartych umysłach, którzy nie szufladkują innych. Ludzi świadomych choćby tego, że każdy z nas jest inny, że możemy mieć różne poglądy i postawy, że możemy różnie odbierać świat. Ważne, abyśmy pamiętali, że ta różnorodność światopoglądów, kultur, historii, sposobów wychowania czy domów, z których pochodzimy jest niezwykle istotna. Wspomniana otwartość pozwala życzliwym okiem spojrzeć na drugiego człowieka. Życzliwość jest dla mnie najważniejszym kryterium, jeśli chodzi o ludzi, którymi lubię się otaczać. Te cechy są dla mnie synonimem tego, że ktoś potrafi spełniać się życiowo, bo nie nakładają pewnych filtrów, które ograniczają możliwości poznawania drugiego człowieka.   Wiemy, że ludzkie historie są dla Ciebie ważne. Skąd to zainteresowanie człowiekiem?   Jako dziecko byłem osobą, która lubiła słuchać i myślę, że ta cecha pozostała ze mną po dziś dzień. Wbrew pozorom i pracy, którą wykonuję nie lubię być w centrum uwagi. Lubię stać z boku, słuchać i obserwować innych. To właśnie te ludzkie historie, które opowiadali moi dziadkowie i rodzice były dla mnie zawsze niezwykle ważne. To chyba stanowi element pracy, którą wykonują chociażby w radiu i to ono pokazało mi, że tu liczy się nie tylko kultura słowa, ale umiejętność słuchania. Tak samo jak pauza, cisza, która czasem zapada na antenie jest wymowna i znacząca. Mam świadomość, że w życiu nie trzeba wypełniać zawsze całej przestrzeni sobą i słowami, czasem to, co najistotniejsze jest schowane w tym zatrzymaniu i obserwacji – w umiejętności dystansu. W radio te umiejętności są pewnym sposobem na prowadzenie audycji.   Dialog, poznawanie często trudnych historii z życia innych ludzi może wymagać odreagowania. W czym odnajdujesz swoją odskocznię?   Poezja i radio. Czasem piszę wiersze, ale zawsze podkreślam, że nie jestem w stanie powiedzieć, że jest to poezja. Może to ocenić tylko ktoś z zewnątrz. Robię to absolutnie samoistnie. Publikuję je w sieci i nie zastanawiam się, czy komuś się to spodoba, czy nie albo czy ktoś to skomentuje. Nie jest to dla mnie istotne. Po prostu wyrzucam z siebie uczucia, myśli, słowa. Mam nadzieję, że jest to na tyle uniwersalne, że będzie dla kogoś pomocne i znaczące. Dla mnie kluczowe jest to, że jest to sposób radzenia sobie z problemami. Podobnie jak praca w radiu. To moje wewnętrzne terapie. Stanowią odskocznię od osobistych trudności, ale nie relacji z ludźmi. Na co dzień borykam się z różnymi problemami i stanowią one dla mnie wyzwanie. Osłabiają mnie psychicznie i fizycznie. Cenię sobie jednak prywatność. Gdy przeżywam gorsze momenty, bardzo często szukam przestrzeni do odbudowania siebie, nabrania sił i dystansu. Znajduję ją właśnie w radiu. Gdy zamykam za sobą drzwi, mam chwilę dla siebie. Odnajduję wtedy spokój, mogę się wyciszyć i oddalić od trosk. To czas skupienia się na drugim człowieku i bardzo mi to pomaga.   Dlaczego postanowiłeś wspierać nasze hospicjum? FHO poznałem, zanim jeszcze zacząłem wspierać doroczny piknik rodzinny „Odczarowanie Hospicjum”, który organizujecie. Wielokrotnie udzielałem się jako wolontariusz w innych hospicjach. Znajomi wolontariusze zapraszali mnie do różnych akcji. Idea wolontariatu jest mi bardzo bliska. W wolnym czasie próbuję pomagać innym. Staram się być obecny. I uważny na potrzeby drugiego człowieka, na cierpienie, na historie, które dotykają ludzi, a wobec których nie umiem zostać obojętny. Teraz, w czasie pandemii, kiedy oddalamy się od siebie, brakuje mi wolontariatu. Zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem kadry medycznej i wolontariuszy, którzy pracują w hospicjach. Myślę, że zasługują na najwyższy wyraz uznania i szacunek. Tych drugich szczególnie podziwiam za bezinteresowność, o której niestety niewiele mówi się w mediach. Ma to negatywny wpływ na odbiór nas samych jako społeczeństwa. Natomiast styczność z wolontariatem często potwierdza, że człowiek jest z natury dobry. A ludzi o dobrym sercu jest bardzo dużo. Z drugiej strony chęć pomagania nie powinna być niczym wyjątkowym i oryginalnym. Dla mnie jest to też absolutnie normalne i oczywiste. Od niedawna prowadzisz w RDC audycję „Przychodnia”, w której poruszasz problematykę zdrowia zarówno człowieka, jak i jego wiernych przyjaciół – zwierząt 🙂   Audycja „Przychodnia” faktycznie porusza tematy z zakresu zdrowia i ludzi, i zwierząt. Myślę, że ludzie, którzy są empatyczni nie rozróżniają empatii na tą wobec ludzi czy tę wobec zwierząt. Są po prostu zawsze wrażliwi i czuli na to, by wszystkim żyło się dobrze. Stąd taka formuła.   Jakie są Twoje plany, marzenia? Podobno przygotowywałeś się do założenia biura podróży.   Od wielu lat mam takie marzenie. Wraz z przyjacielem próbowaliśmy takie biuro poprowadzić, jednak nie doszło do realizacji żadnego wyjazdu. To był mój pomysł na połączenia mojej potrzeby życia i w Polsce, i Hiszpanii, ale też opowiadania o nich. Jednak branża turystyczna jest niezwykle wymagająca. Natomiast ze względu na pandemię możliwość podróżowania jest i będzie mocno ograniczona. Musiałem zatem zawiesić te plany, ale być może z czasem kiedyś do nich wrócę. Jednak na chwilę obecną nie jestem do tego przekonany.   Czy jest coś co może powstrzymać Cię od działania?  Dużo robię, dużo pracuję. Dzięki temu nie poddaję się i odnajduję w sobie siłę. Uważam, że zarówno siły, jak i szczęścia powinniśmy szukać w sobie, a nie w innych. Jeśli lubimy siebie, działamy i żyjemy w zgodzie z własnym sumieniem, a z drugiej strony potrafimy zaakceptować, że popełniamy błędy, a życie często toczy się swoim torem, zdajemy sobie sprawę, że wszystko ma swój sens. Często to sobie powtarzam. I nawet, jeśli dziś coś mnie przerasta, z czymś się przepycham albo walczę, to wierzę, że za jakiś czas to zrozumiem. Wierzę w swój rozwój, w to, że aktywność, którą prowadzę jest najlepszym wyrazem wdzięczności za to, że żyjemy i wyrazem szacunku wobec tego życia. Ta otwartość, pomoc, życzliwość wobec innych, ale również życzliwość wobec siebie samego jest niezwykle ważna. ——————— Conrado Moreno – osobowość telewizyjna, konferansjer, dziennikarz, aktor i prezenter. Uczestnik programu Europa da się lubić. W Radiu Dla Ciebie prowadzi audycje „Życie jak w Madracie” oraz „Przychodnia”. Prywatnie ojciec Gabriela i Maribel. W czasie wolnym lubi pomagać 😊